Month: Kwiecień 2015

Bo dieta i ćwiczenia to nie wszystko!

             Niektórzy katują się ćwiczeniami, interwały, siłowe, piątek, świątek i niedziella. Inni przychodzą na tryb, nie jem. Słodyczy nie jem, tłustego nie jem, w ogóle nie jem. Na szczęście, mam nadzieję, to już wyjątkowe sytuacje. Większość trenerów, edukatorów, dietetyków, person medialnych podkreśla, że tylko łączenie odpowiedniej diety z aktywnością fizyczną to pójście dobrą drogą. Jasna sprawa! Ale pojadę teraz frazesem, jeszcze pewnie nie do końca dostosowanym do sytuacji….ale to tak jak z miłością. Nie wystarczy wziąć dwójkę ludzi i będzie Romeo i Julia, miłość do grobowej deski. Albo przynajmniej na 2 lata. Potrzeba czegoś więcej…chemii, feromonów, Bożego błogosławieństwa, albo przynajmniej błogosławieństwa rodziców. Jakkolwiek zdrowy styl życia to nawyki, nie tylko zdrowego jedzenia i ćwiczeń ale ich odpowiednich proporcji i dbania o higienę duszy, relaks i regeneracje. A my to olewamy, bo nie ma czasu, bo trzeba się zająć czymś „pożytecznym”. A jaki będziesz miał pożytek z rozchwianego ciała? No gór nie przeniesiesz!

Jakie to nawyki należy wprowadzić?

1. Szklanka ciepłej wody rano. Sama woda, z cytryną, z imbirem, dla hardcore’ów z kurkumą. Po co, żeby rozchulać metabolizm od rana, obudzić wnętrzności. A podobno kobiety robią się piękne i wieczne młode, ale jeszcze nie mogę potwierdzić.

2. Łyżka oleju lnianego z rana. Primo dostarczamy już spoko kwasy organizmowi, olej lniany ma naprawdę dobrą proporcję omega 3:6. Ale ważniejsze, działamy na kosmki jelitowe, które się regenerują, a nie gwałcimy je od rana mocną kawą. Nie lubią tego, dziurawią się i nie wchłaniają składników odżywczych jak trzeba. A nas trapią wzdęcia, niestrawności. Niektórzy twierdzą, że łycha oleju obniża cholesterol, ale biorąc pod uwagę, że wpływ cholesterolu zjadanego na ten we krwi to podobno bujda- najnowsze badania, ten argument sobie darujmy.

3. Skoro już tłuste przyjęte, dobrze łyknąć witaminę D. Bo na pewno już zbadaliście i się okazało, że macie niedobory. Ale przyjmujemy z tłuszczami! Żeby kości nie bolały, ćwiczyć się chciało, nie zipieć, nie chrypieć, suplementujemy!

4. Ćwiczenia z rana jak śmietana. Z jednej strony są dobre na utratę kilogramów, bo na czczo spalamy tłuszcz już od pierwszych minut treningu. Z drugiej strony wystarczy poświęcić kilka minut na kilka prostych, rozgrzewkowych ćwiczeń. Skłony, rozciągania, pajacyki. Po co? Pobudzamy krążenie, organy pracują, metabolizm się rozgrzewa i dobrze ciągnie przez cały dzień.

5. Pamiętaj o oddechu. Stres nas zjada? Not true! On nam dodaje kilogramów. Zestresowany organizm, chce sobie zrobić dobry okładzik z tkanki tłuszczowej, żeby żadne wrogie wojska się do niego nie dobrały. Na wszelkie zło i gorsze dni, zbiera sobie zapasy i układa w fałdki. Dlatego dieta nie może być stresem, dlatego nie możesz się głodzić. To ma być dobry czas zmian. A pomóc może głęboki oddech przeponowy. 10 wdechów rano i 10 wieczorem. Przeponowy to taki, że kiedy położysz książkę na brzuchu to ma się unosić i opadać w dół podczas oddychania. Co jeszcze możesz zrobić? Sama znajdź na siebie sposób! Muzyka, wizualizacje relaksacyjne, spacer. Znajdź czas każdego dnia, żeby być off przez kilka minut odklej się od telefonu, komputera czy telewizora. Odstresuj ciało, uwolnij umysł!

6. Masaż czy szczotkowanie ciała. Z jednej strony to moment błogiego relaksu. Masaż pozwoli odpocząć pospinanym, zestresowanym mięśniom karku, pleców. Różnica jest duża i łatwo zauważalna. Natomiast szczotkowanie ciała możesz wykonać na sucho lub myjąc się pod prysznicem. Wystarczy szczotka z miękkim włosiem, czasem ma masujące dodatkowe końcówki, możesz też użyć specjalnej, szorstkiej rękawicy. Masując brzuch, uda i pośladki pobudzasz krążenie limfy, i w ten sposób możesz wyrollować różne cellulitowe grudki, krążąca limfa w środku też wymiecie wewnętrzne pozostałości. Warto zainwestować raz na jakiś czas w drenaż limfatyczny.

7. Sauna. Dobrze jest się czasem wypocić, nie tylko na treningu. Sauna to świetna opcja na relaks, regeneracje i pobudzenie ciała do działania. Płynie w nas gorąca krew jak to śpiewała niezawodna Becia!

8. Pamiętaj, żeby organizm mógł spalać tkankę tłuszczową potrzebny jest tlen. Nie ma innej opcji. Dlatego lepiej ćwiczyć na dworze. Z tego powodu ważne jest głębokie oddychanie podczas ćwiczeń. To jak ze świecą. Nie będzie się palić, jeśli odetniemy dopływ powietrza.

9. Pij wodę! Dużo wody! Woda dobra na wszystko! Nie rozstawaj się z butelką wody. Do każdej filiżanki kawy i lampki alkoholu wypijaj 2 szklanki wody. Odwodniona skóra jest szara, szorstka, tworzą się obrzęki. Po co sobie to fundować?

10. Uśmiech, pozytywne nastawienie. Nie zapominaj o przyjaciołach. Znajdź pasję. Postaraj się nie narzekać. Wiem, Nas Polaków ciągle coś boli i wszyscy mamy raka. Pilnuj się i ugryź w język jeśli będziesz chciał wyrazić negatywne zdanie. Nie pożeraj dobrej energii innych ludzi. Sam rozdawaj dobrą energię. Wierz w siebie i próbuj!

Byle by Nas piorun nie trafił! 😉

Bo nawet kiedy staramy się żyć w harmonii ze światem niczym tybetańscy mnisi, świat czasem się na nas wypina.

Wydawać by się mogło, że ludzie dzielą się na szczupłych,szczęśliwych i grubych, nieszczęśliwych. Ale na odwrót też się zdarza, bo każdy może mieć gorszy dzień. Psychologicznie zabrzmiało by to: masz prawo być smutna! No właśnie….

źródło: świat-obrazków.pl

Pełnia szczęścia i zawsze świecące Słońce.
Kiedy zmieniamy styl życia ładnie jemy, ćwiczymy jesteśmy takie „hej, ho do przodu”. Suplemenciki, planowanie dnia, pląsamy jak rusałki, rozdajemy uśmiechy na prawo i lewo. Stajemy się wielką toczącą się kulą szczęścia, nie ma przeszkód, nie ma ścian. Zawsze przypominają  mi się kadry z Bridget Jones, kiedy bohaterka mimo, że popadała ze skrajności w skrajność, to kiedy miała swoje chwile szczęścia świeciła tyłkiem w mini spódniczce z totalną premedytacją. Ale doły też miała totalne.

Ulubione!

Bo nawet kiedy staramy się żyć w harmonii ze światem niczym tybetańscy mnisi, świat czasem się na nas wypina. Pojawiają się nagłe rozstania, albo uświadamiamy sobie, że rozstań nie ma, bo nie ma się z kim rozstawać. Widzisz ludzi, którzy idą do przodu, a Ty nie możesz ich dogonić, nawet jeśli byś wsiadł na rower. To jest dzień, w którym każda dziewczyna jest od Ciebie ładniejsza, a każdy facet okazuje się być frajerem, albo gorzej  przystojnym, zajętym frajerem. Masz katar, boli Cię w krzyżu, a każdy coś od Ciebie chce, przy czym nikt nie zapyta jak się czujesz. A Tobie nawet rano kawa nie smakowała, nie mówiąc o tym, że nie ma szans, żebyś się na czymkolwiek skupiła, bo myślenie tak strasznie Cię męczy.

I wtedy zwracasz się w kierunku, w którym nie powinnaś….
Ku szafce ze słodyczami, ku zamrażarce z lodami. Siedzisz zawinięta w koc, wcinasz i wymyślasz wymówki dlaczego nie zrobisz dziś treningu. Nie. Wróć. Siedzisz zawinięta w koc, wcinasz i nie myślisz o diecie, ani o ćwiczeniach. Bo cała JA jestem obolała. Tylko chandra człowieka, który już zaczął zmieniać nawyki żywieniowe, staje się uświadomiona, kiedy go zemdli o tej ilości lodów, bo się odzwyczaił. I wpada w panikę, bo ….
WSZYSTKO zepsułam,
już NIC mi się nie uda,
po CAŁEJ diecie,
jestem BEZNADZIEJNA.
Uniesieni lekko poprzez rozweselające highowe działanie cukru, popadamy w otchłań doła głębokości Rowu Mariańskiego.
Myślenie czarno białe jest charaktertstyczne dla tych wszystkich „szybkich” diet, gdzie oczekujemy rezultatu teraz i na zawsze, a jak się nie uda to też koniec teraz i na zawsze.
Racjonalne podejście do zmiany stylu życia, musi przewidywać plan B, na gorsze dni, na dni rozpusty, na bajeczne wakacje.

Nie jesteś beznadziejna! Masz gorszy dzień, możesz go mieć i możesz sobie z nim poradzić. Popuściłaś pasa, bo czułaś, że nie wytrzymasz? Ok, ale zaplanuj co dalej, a nie rób wielkich oczu i nie pogrążaj się w rozpaczy, bo stamtąd faktycznie o krok, żeby zrezygnować.
Co robić?
1. Weź sobie dzień wolny od wszystkich założeń. Każdy potrzebuje czasem się wyplątać z sieci planu, ale…
2. Zaplanuj powrót, postaraj się podkręcić plan aktywności fizycznej, żeby wyrównać bilans, uwolnisz nieco głowę od wyrzutów sumienia. Ale w żadnym wypadku nie głoduj, ale chyba tę zasadę znasz!
3. Wróć do równowagi, żeby cheat day nie przeszedł w cheat week.

Żeby nie radzić sobie z dołem tylko lodami i alkoholem (rymuje),
możesz spróbować:
1. Przespać gorszy dzień. Zawsze zostaje mniej czasu na jedzenie, a wysypianie się wpływa na metabolizm.
2. Popłacz sobie w poduszkę, ja akurat wierze w oczyszczającą siłę łez. Jak już wszystko wypłacze, to zaczynam widzieć światełko w tunelu.
3. Pachnąca kąpiel z solą, olejkami, świeczkami z ulubioną muzyką w tle. Wyłącz myślenie, przynajmniej spróbuj.
4. Muzyka. Może jednak zdecydujesz się chociaż pójść na spacer,załączając swoje ulubione piosenki. Na pewno masz playlistę, która jest w stanie podnieść Cię na duchu. Nie musi to być energiczna lambada, masz dzień refleksji, możesz słuchać smutnych piosenek.

5. Pogadaj z kimś, kto Cię przywoła do porządku. Nie polecam równie zdołowanych przyjaciół, kiedy ktoś mówi, że jemu też źle, może to mocno wkurzyć. Ci super radośni, też bywają trudni w kontakcie, bo nie rozumieją. Ale prawdziwi przyjaciele rozumieją, i znają na tyle by wiedzieć jak wesprzeć. Tego się trzymajmy. Jesteś introwertykiem, może wolisz pocierpieć w samotności.

źródło: fb/dzień z życia introwertyka

 Daj sobie czas. Wróć do równowagi. Pilnuj się, bo jeśli te doły zdarzają się często, może trzeba pogadać ze specjalistą. Może warto zrobić badania, i sprawdzić czy nie masz jakiś braków. Ale napewno masz w sobie dużo siły i szybko się pozbierasz, a kiedy wrócisz na dobrą drogę bez przetworzonych słodyczy i fast foodów, zaczniesz regularnie trenować, to ewentualne doły załatwisz kopem z półobrotu! Regularność aktywności fizycznej, podkręca motywacje, uzależnia i w ten sposób nie potrzebujesz innych dopalaczy.

 Ale nie będę się kłócić, bo wiem, że czekolada najlepiej nas,kobiety, rozumie! :)

Kiedy w sklepie chcą nas otruć…

Uwaga!
Robiąc ostatnio zakupy w jednym z porządniejszych, dużych sklepów, który ma bardzo rozbudowany dział ze zdrową żywnością z przerażeniem w oczach na tychże półkach zauważyłam małe i duże butelki, naprawdę dobrej jakości, oleju lnianego. I strasznie mi się przykro zrobiło, bo sobie pomyślałam, z jednej strony przyjdzie człowiek, który gdzieś tam przeczytał o dobrych właściwościach oleju, albo gorzej ktoś, lekarz poradził mu picie oleju aby usprawnić działanie jelit, zobaczy ten polecany olej, zapakuje do koszyka i kupi. No i będzie używał zepsutego, zjełczałego oleju!!!!

BO OLEJ LNIANY TRZYMAMY W LODÓWCE, OTWIERAMY I ZAMYKAMY SZYBKO, ŻEBY NIE DOSTAWAŁO SIĘ POWIETRZE, STARAMY SIĘ ZUŻYĆ GO W CIĄGU 3-4 TYGODNI, DLATEGO DOBRE KUPOWAĆ W MAŁYCH BUTELKACH. NIE SMAŻYMY NA NIM, JEMY SUROWY!
Więc do cholery jak się chce prowadzić sprzedaż żywności, to powinno się wiedzieć jak ją przechowywać! Z drugiej strony to nie jest produkt codziennego użytku, jeśli ktoś go kupuje to mam nadzieję, że doczyta jak go używać i będzie wiedział, żeby takiego stojącego na zwykłej półce nie brać. Więc straci sklep, bo nikt im tego palcem nie tknie. Ale sprzedawanie zepsutych produktów jest po prostu nie fair!
Wy już będziecie wiedzieć co i jak z olejem lnianym, przestrzegajcie innych, szkoda sobie robić krzywdę wynikającą z naszej niewiedzy i wprowadzania nas przez sprzedawców w błąd.
ZWŁASZCZA, ŻE ŹLE PRZECHOWYWANY, ZA DŁUGO, W CIEPLE I KIEDY DOSTARCZAMY MU TLENU,  ROBI SIĘ TOKSYCZNY! Nie dość, że sobie nie pomagamy jego zdrowotnymi właściwościami, to dodatkowo porządnie możemy sobie zaszkodzić.

Olej najlepiej dodawać do sałatek. Mówi się też o jego właściwościach w walce ze zbyt wysokim cholesterolem. Na pewno może pomóc naszym jelitom, zwłaszcza nadwyrężonym przez antybiotyki i twarde, połykane duże kawałki pokarmów, kosmkom jelitowym. Ja osobiście w jednym i drugim celu zaczęłam stosować picie 1 łyżki oleju rano na czczo. Niestety trudno mi potwierdzić skuteczność, bo dodatkowo staram się o zdrową dietę i aktywność fizyczną, więc trudno określić co najbardziej pomoże. W każdym razie nie zaszkodzi i dobrze urozmaicić dietę w olej lniany. Najlepiej dobrej jakości, czyli wysokolinolenowy, tłoczony z tradycyjnych odmian lnu oleistego. Co to znaczy? Taki olej ma wyższy stosunek kwasów omega 3 (lepszych) do omega 6. Im więcej omega 3, tym lepiej. Rynek zalewają jednak produkty niskolinolenowe, gdzie proporcja jest mocno zaburzona, wręcz BEZNADZIEJNA i NIEWARTOŚCIOWA. Najlepsza odmiana to „Szafir”. To na oleju tłoczonym z tej odmiany jest oparta głównie przeciwnowotworowa dieta Dr Budwig. Więcej o tej diecie tutaj.
Poniżej proporcje kwasów omega w zależności od jakości oleju.

źródło: www.wparku.pl

Podsumowując olej lniany musi być:
– dobrej jakości,
– trzymany w lodówce,
– szybko zużywany,
– nie stosowany w wysokich temperaturach,

Swoją drogą w tym tygodniu olej ma być w Biedronce, wiecie może czy oni o to zadbali?

Nie tylko od Święta i nie tylko święcone!

Wielkanoc zbliża się wielkimi krokami, i niezmiennie kojarzy się z jajkami. W możliwie przeróżnych wariacjach, ale najwięcej jest tych ugotowanych na twardo,  kolorowych. Moja ulubiona wersja z buraczkami z chrzanem. Czy to dobra opcja, znaczy zdrowa? Oczywiście, że tak! Jajko = Wielka Moc!

Pokutuje opinia, mit, że jajka to bomba cholesterolu, że nie powinno się ich jeść zbyt często, że nie mają związku z odchudzaniem. 

Mit #1 Owszem jajka zawierają sporą ilość cholesterolu, powiedziałabym nawet, że dużą. Jednak spożywany cholesterol, to nie ten sam, który znajduje się w surowicy krwi. Na tej drodze mamy jeszcze trochę procesów do przejścia. A wysoki całkowity cholesterol we krwi, nie musi oznaczać rezygnacji z tłuszczu i oczekiwania na zawał serca. Mamy cholesterol LDL- to jest ten zły, czyli smalce, boczki, śmietany i HDL- ten dobry podnoszą go produkty bogate w nienasycone kwasy tłuszczowe czyli ryby, awokado. Jajko wbrew opiniom zawiera więcej dobrych tłuszczy niż złych! Jak we wszystkim trzeba znać umiar, jeśli masz podwyższony poziom HDL oszczędzaj się w konsumpcji jaj do 2-3 tygodniowo.

Mit #2 To nie tłuszcze rujnują nasze zdrowie i starania o szczupłą sylwetkę. Tak bardzo skupiliśmy się na tłuszczach, że pozwoliliśmy aby panoszył się cukier. A tak w ogóle to jajko przede wszystkim jest najlepszym źródłem białka. Określając jakość białka w procentach to właśnie jajko ma równe 100%! Oznacza to, że zawiera najlepszą kompozycję aminokwasów. A jak wiemy białka są budulcem organizmu, dlatego należy dbać o jego ilość i jakość w diecie. Najnowsze wskazania WHO pozwalają na 10 jaj tygodniowo! Dotyczy to oczywiście osób, które nie mają alergii na białko jajka, a to dość uczulające białko. Dlatego u dzieci rozpoczyna się od podawania żółtka. 

To nie może być niezdrowe! :)

Mit #3 Czy jajka wpływają na redukcję masy ciała? Nie są magicznym produktem, ale…  zdrowe i sycące. Są przy tym niskokaloryczne. 

Jajko
ważące ok. 50 g dostarcza 75
kcal i aż 6,2 g białka.
 Więcej białka i łatwiej
przyswajalnego zawiera żółtko.

Jajka
to również bogate źródło witaminy A, E, D i K oraz B2 i
B12,
kwasu pantotenowego i składników mineralnych: fosforu, potasu, wapnia,
żelaza, magnezu. W żółtku jest luteina, która chroni oczy
przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB, zapobiega zwyrodnieniu
plamki żółtej i poprawia widzenie. Dodatkowo kiedy chcemy przyspieszyć nasz metabolizm dobrze jeść rano i na kolację produkty białkowe, dlatego jajecznica na śniadanie jest świetnym rozwiązaniem. 
Ciekawostki!
A kura, a kaczka! Co z innymi jajami?
Kacze- mogą być nawet 2 razy większe niż kurze i mają twardszą skorupę. Jest w nich też dwa razy więcej kwasu foliowego i zdrowych tłuszczy. Niestety częściej niż kurze bywają zarażone salmonellą. 
Przepiórcze– te malizny kryją w sobie moc, więcej żelaza i witaminy A. Co miłe, ich białko nie uczula! 
Co z oznaczeniami?
Cyfry od 1 do 3 – Najlepsze są 1, czyli kury szczęśliwe i wolno biegające. 3 – ptaki trzymane w ciasnych klatkach i dobrze, że mają ślepka po dwóch stronach bo nic by świata nie ujrzały!
Trudno oczywiście stwierdzić do końca czy kury szczęśliwe znoszą zdrowsze jajka, bardziej bym poszła w stronę tego co te kurki jedzą, czy pasza nie jest nafaszerowana świństwem. Bez wątpienia jest różnica, widać po żółtku, kiedy mamy jajko z pewnego źródła a kupne. Polecam szukać domowego chowu i tam się zaopatrywać.

Klasa A, B, C – A ekstra- rzadko spotykana klasa super ekstra mega na wypasie świeżutkie prosto z grzędy, ale w sklepach głównie A i B – czyli takie przeciętne, ale dobre. C nie mają prawa leżeć na półce.
Wolne od GMO – chodzi oczywiście o dokarmianie paszą modyfikowaną, nie wiemy jeszcze dokładnie jaki może być wpływ, ale lepiej wybierać te wolne, dobrze wiemy jak wiele krwi napsuły nam kurczaki faszerowane antybiotykami, które wywracają do góry kołami gospodarkę hormonalną już u dzieci! A czy skorupka jajka nas przed tym ochroni? Chrońmy się sami!
Kolor– nie ma udokumentowanych treści na temat jakości czy smaku jajek ze względu na kolor skorupki. To raczej kolor upierzenia kury ma wpływ na to jaki kolor jajek zniesie! Kolor żółtka może zależeć od paszy. Jasno żółte karmiona kura pszenicą, prawie pomarańczowe po kukurydzy. A kukurydza może być modyfikowana, jest tańsza, dlatego kupne jajka mają niestety takie właśnie żółtka.
Ciekawostka! Ugotowane świeże jajko gorzej się obiera, natomiast robiąc beze, świeże białka również dłużej się ubijają. Im więcej pracy musimy włożyć, z tym lepszym jajem mamy do czynienia! 😉
Generalnie:
– nie bójmy się jajek, jedzmy nie tylko w Święta,
– jeśli mamy problemy z cholesterolem HDL nieco rozpustę ograniczmy,
– lepiej znaleźć Pana Miecia, który hoduje kurki i mieć jajko nie taśmowo produkowane, ale od kury dziobiącej zieloną trawkę. 
– Jajka ugotowane na miękko są lżej strawne niż ugotowane na twardo,
ścięte na parze – niż usmażone na tłuszczu. Białko jest łatwiej trawione niż
żółtko – mogą je jeść osoby na diecie lekkostrawnej.

Wesołego Jajka Wszystkim! I zdrowej rozpusty! I pogody, żeby te kalorie wyspacerować! :)